poniedziałek, 11 maja 2009

Wakacje na Sardynii


Pomysł na wypad do Alghero na Sardynii zrodził się spontanicznie, A że większość najlepszych pomysłów i imprez to właśnie te spontaniczne, tak i ten skazany był na powodzenie. Lecąc w kierunku słonecznych plaż na morzu Śródziemnym mieliśmy okazję podziwiać białe szczyty alp, gdzie jeszcze pół roku temu szaleliśmy na narciarskich stokach (a także przy półkach z alkoholem) w Livigno.





Na miejsce dotarliśmy wieczorem, więc dopiero kolejnego dnia mieliśmy rozpocząć 7-dniową operację o kryptonimie "złote piaski, turkusowa woda, mahoniowa skóra". Bardzo sprawnie dostaliśmy się do centrum tego 40 tysięcznego miasta i jakie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że apartament, który za 2 osoby na 7 nocy kosztował nas jedynie 100 euro, posiada wszystkie niezbędne do pozytywnego spędzenia wakacyjnego pobytu wygody, a nawet trochę więcej - bo wszystko w bardzo dobrym standardzie i w doskonałej lokalizacji. Będąc w tak wyśmienitym humorze ruszyliśmy na nocny spacer do pobliskiej mariny, a następnie na klasyczną włoską kolację. Z racji tego, że byliśmy w Italii, postanowiliśmy skosztować miejscowej pizzy oraz wina o nazwie takiej samej jak nazwa kurortu, w którym przebywaliśmy - Alghero. Pizza we Włoszech od tej, którą jedliśmy w Polsce, różni się przede wszystkim grubością ciasta, a dokładniej brakiem tej grubości. Ponadto lista różnych odmian jest znacznie dłuższa, co zazwyczaj nie ułatwia kupującemu wyboru. Warto przy okazji zaznaczyć, że Włoszech powszechna jest opłata za nakrycie tzw. coperto (zazwyczaj jest to koszt ok. 2 euro od osoby doliczany do końcowego rachunku). Natomiast jeśli chodzi o wino, to mogę powiedzieć jedynie, że wszędzie działa tak samo czyli bardzo pozytywnie. Tak więc po zjedzeniu pizzy i butelki wina w wyśmienitych humorach wróciliśmy do mieszkania naładować akumulatory na kolejny dzień wrażeń.



Wstaliśmy z samego rana czyli po godzinie 10, jednak szybko podekscytowane nastroje ostudził padający za oknem deszcz. Z lekka zaskoczeni takim obrotem sprawy postanowiliśmy, że i tak ruszamy na podbój wyspy, w myśl zasady że z cukru nie jesteśmy. Jak się chwilę później okazało, wyspiarska pogoda chyba tylko chciała nas trochę postraszyć, bo po niespełna godzinie zaczęło się przejaśniać i do wieczora było już tylko lepiej. Postanowiliśmy, że plażę odwiedzimy kolejnego dnia, a dzisiaj spędzimy czas na poznawaniu Alghero.

Ruszyliśmy więc wzdłuż nabrzeża, zaczynając wędrówkę w pobliskiej marinie, a jako że nasz pobyt odbywał się jeszcze przed rozpoczęciem sezonu wakacyjnego, to mieliśmy okazję przyjrzeć się wszelkiego rodzaju jachtom i żaglówkom, które cierpliwie czekały na przybycie swoich właścicieli. Kolejną atrakcją był koci squat (lub jak kto woli skłot), czyli kawałek plaży, na której z kartonów i skrzynek zostało zbudowane prowizoryczne osiedle, zamieszkiwane przez różnej maści koty (głównie dachowce, ale były wśród nich również takie, które wyglądały jak rasowe sierściuchy). Kocia grupa liczyła ponad 20 okazów i trzeba przyznać, że żyły one w pełnej symbiozie. Idąc dalej, wzdłuż muru obronnego który otaczał miasto (Alghero posiada burzliwą historię - z racji swego położenia było bardzo często podbijane, efekty ostatniego podboju przez Aragończyków widać do dziś w postaci katalońskiej architektury miasta, nietypowej siatki ulic oraz miejscowej kuchni, ponadto język kataloński jest rozumiany przez znaczną część mieszkańców) dotarliśmy na starówkę. Jako że trwała właśnie znana na całym świecie "włoska siesta", nielicznymi ludźmi których mijaliśmy byli inni turyści. Pozostawiając za sobą wiekowe kamienice oraz klimatyczne knajpki, wąskimi uliczkami prześliznęliśmy się na drugą stronę miasta, gdzie panował krajobraz "osiedlowy" z licznymi blokami oraz marketami. Tym sposobem w ciągu jednego dnia mieliśmy okazję poznać to urocze miasto, w którym czekały nas tygodniowe wakacje.







Późniejsze dni to słoneczne szaleństwo - nieliczne chmurki na niebie i temperatura w okolicach 25 stopni, a do tego plaża tylko dla nas i woda w kolorze, którego nazwę znają wyłącznie kobiety. Jednak jako że żadne z nas nie lubi spędzać czasu tylko i wyłącznie na byczeniu się w słońcu (Aga dopiero się o tym dowiaduje), postanowiliśmy że wypożyczymy najpierw rowery, a potem samochód, tak aby móc poznać pozostałe atrakcje, które oferuje wyspa. I tak, pedałując wzdłuż wybrzeża, przejeżdżając poprzez liczne gaje oliwne i sady owocowe oraz mijając nieliczne wioski, w ciągu kilku godzin zwiedziliśmy na rowerach okolice Alghero, regularnie przy tym rozkoszując się kąpielami słonecznymi wśród złotych piasków zatoki.





Następnego dnia natomiast postanowiliśmy zaszaleć, ulegając również namowom sympatycznego Włocha, będącego właścicielem wypożyczalni samochodów, i wynajęliśmy kabrio. Był to strzał w dziesiątkę. Mknąc skalistym nabrzeżem z otwartym dachem kpiliśmy z upału jaki panował na zewnątrz jednocześnie rozkoszując się zapierającymi dech krajobrazami, które co chwila ukazywały się naszym oczom. Sardynia, będąca drugą co do wielkości wyspą na Morzu Śródziemnym (24,800km2), składa się głównie z terenów górzystych (najwyższy szczyt La Marmora wznosi się 1,834m n.p.m.), które znajdują są również wzdłuż linii brzegowej, tworząc tym samym kontrast będący niezapomnianym widokiem dla wszystkich przejeżdżających tą trasą. Gwarantuję, że droga wznosząca się na wysokości ok. 100 metrów bezpośrednio nad położonym poniżej skalistym brzegiem, u każdego wywołałaby przypływ adrenaliny.





Ale Sardynia to nie tylko krajobrazy, to również malownicze miasteczka położone pomiędzy zielonymi wzniesieniami lub bezpośrednio nad morzem. Podczas naszego road trip'u (tzn. wycieczki samochodowej) odwiedziliśmy m.in. Bose, niewielką mieścinę z dwunastowiecznym zamkiem wznoszącym się okazale nad przepiękną starówką; Oristano, a dokładniej jego okolice z rozległym rezerwatem przyrody zamieszkanym przez flamingi (nie mieliśmy jednak szczęścia, gdyż okazało się wszystkie ptaki były na "wypadzie") oraz z wykopaliskami ruin starożytnego miasta Tharros, będącego pozostałościami po Fenicjanach; Stintino, malowniczą osadę rybacką położoną na północnym krańcu wyspy, otoczoną ze wszystkich stron licznymi plażami, gdzie woda w świetle Włoskiego słońca mieniła się najpiękniejszymi odcieniami błękitu. Ponadto podróżując po Sardynii mieliśmy okazję zobaczyć nuragii, liczne kamienne budowle, znajduje się ich ok. 7000, powstałe między XV a X wiekiem p.n.e., pełniące funkcje obronne (wyspa w przeszłości była bardzo często podbijana m.in. przez Wandalów, Genueńczyków i Aragończyków. Smakiem natomiast musieliśmy się obejść podczas próby obejrzenia groty Neptuna - naturalnej jaskini, do której prowadzą 652 stopnie. Okazało się bowiem, że atrakcja ta udostępniana jest zwiedzającym dopiero z początkiem sezonu turystycznego, czyli dopiero tydzień później.









Resztę pobytu spędziliśmy wylegując się na pobliskiej plaży, gdzie zażywaliśmy kąpieli słonecznych i ładowaliśmy nasze akumulatory. Natomiast wieczorami degustowaliśmy rozmaite potrawy znanej wszystkim kuchni włoskiej. Większość dań składała się, a jakżeby inaczej, z różnych odmian makaronów, od najpopularniejszego spaghetti, przez tortellini i tagliatelle, po cannelloni, serwowanych głównie z sosami wśród, których prym wiodły pomidorowy i grzybowy. Wszystko to przy butelce miejscowego wina i nawet takim rarytasem jak kawior (swoją drogą nie ma się czym zachwycać - no ale z drugiej strony ja to prosty chłopak jestem). Wypad na Sardynię był pomysłem Agi i muszę jej oddać, że był on wyśmienity. Pierwszy raz miałem okazję pobyczyć się na plaży podczas urlopu - czułem się jak za małolata, pełen relaks.




8 komentarzy:

  1. Jedna moja przyjaciółka kiedy wchodziliśmy na górę Gelerta w Budapeszcie powiedziała, że: "lubi mieć stosunek emocjonalny z miejscem które zwiedza" To się rzeczywiscie sprawdza.Też wstąpiłem do tego elitarnego klubu

    OdpowiedzUsuń
  2. byliscie moze w stintino????

    OdpowiedzUsuń
  3. ano bylismy:). i choc slonce nam nie dopisalo to i tak bylismy zachwyceni to niewielka rybacka miejsowoscia. w okolicy sa przepiekne plaze wiec na pewno warto odwiedzic to miejsce!

    OdpowiedzUsuń
  4. A moglibyście powiedzieć gdzie dorwaliście taki fantastyczny nocleg? Jakiś kontakt??

    OdpowiedzUsuń
  5. Namiary na to miejsce Aga wyczarowala gdzies z neta. Wczoraj sprawdzalismy i wyglada na to ze oferta caly czas bardzo dobra zwlaszcza jesli myslisz o wyjezdzie przed sezonem.
    http://www.hostelworld.com/hosteldetails.php/Palau-de-Catalunya/Alghero/33153
    Tutaj natomiast masz email bezposrednio do wlascicielki: [cinatempo-at-tiscali.it] Babka ma na imie Vittoria. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze pytanko:D Gdzie spotkać tego sympatycznego włocha z jego kabrioletem:P ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Wypozyczalnia Wlocha z kabrioletem oraz jego rowerami nazywa sie Cicloexpress i znajduje sie tutaj:

    http://maps.google.ca/maps?f=q&source=s_q&hl=en&geocode=&q=Cicloexpress,+Via+Garibaldi,+Alghero,+Italia&aq=0&sll=40.564455,8.317348&sspn=0.001775,0.002706&gl=ca&ie=UTF8&hq=Cicloexpress,&hnear=Via+Garibaldi,+07041+Alghero+Sassari,+Sardegna,+Italy&ll=40.564628,8.317122&spn=0.007303,0.010825&t=h&z=17

    OdpowiedzUsuń
  8. cześć, mógłbyś jeszcze raz dokładnie podać maila do właścicielki Vittorii, bo w tym co napisałeś nie ma znaku @ i poczta odrzuca ten adres. Z góry dzięki wielkie

    OdpowiedzUsuń

WSZYSTKO CO CHCIELIBYŚCIE ZNALEŹĆ NA BLOGU - KATEGORIE