Kopenhaga, a ogólniej mówiąc Dania, zapewne większości z was kojarzy się z klockami Lego, bajkami Christiana Andersena, piłką ręczną, piwem Carlsberg oraz wikingami. Do ostatniego weekendu nam również pierwsze na myśl przychodziły właśnie takie skojarzenia. Kilka dni w Kopenhadze sprawiło jednak, że od teraz kraj ten równie mocno będzie kojarzył się nam z rowerami, których na ulicach duńskiej stolicy było chyba więcej niż Polaków w Irlandii. Czegoś takiego się kompletnie nie spodziewaliśmy. Rowery były widoczne na każdym kroku. Dlatego do czasu aż odwiedzimy Amsterdam, to Kopenhaga jest dla nas europejską stolicą rowerową!

poniedziałek, 25 stycznia 2016
sobota, 10 października 2015
Ania i Fuks w podróży, czyli road trip z Irlandii do Polski.
Mała A. jest już z nami 3 miesiące i tylko kwestią czasu było to, kiedy wspólnie z nami wyruszy w swoją pierwszą podróż. Zaskoczeniem raczej nie było to, że jako cel jej inauguracyjnej wycieczki wybierzemy Polskę, gdzie na powitanie brzdąca z niecierpliwością czekała cała rodzina. Postanowiliśmy jednak, że na ten wypad zamiast samolotem zabierzemy się samochodem. Stwierdziliśmy, że tym razem podróż z Irlandii do Polski będzie trochę inna od tych, których do tej pory odbyliśmy już całkiem sporo. Przede wszystkim chcieliśmy zabrać ze sobą Fuksa (zresztą mogłoby być ciężko znaleźć mu opiekunkę na 4 tygodnie), a także wykorzystać trochę urlopu na zobaczenie Normandii i zamków w dolinie Loary oraz odwiedzenie rodzinki w Berlinie. Dodatkową atrakcją miał być 20-godzinny rejs promem z Irlandii do Francji, gdyż nigdy wcześniej na tak długiej trasie pływaliśmy. Plan road tripa w teorii wyglądał obiecująco. Pozostała tylko jedna niewiadoma – Mała A.

niedziela, 16 sierpnia 2015
Dookoła Islandii trasą wulkanicznych cudów natury (cz.2)
Podróżowanie autostopem po Islandii niewątpliwie należy do lekkich i przyjemnych. Gdyby nie ograniczony urlop, pewnie kontynuowalibyśmy naszą islandzką przygodę w ten właśnie sposób. Wiedzieliśmy jednak, że powoli zaczyna nas gonić czas (nieodzowny urok 2-tygodniowych wakacji), a do zobaczenia pozostała jeszcze niemal cała wyspa. Dlatego zgodnie z wcześniejszym planem na drugi etap podróży zapakowaliśmy nasze graty do wynajętego samochodu, zaopatrzyliśmy się w jedzenie i wodę u różowej świnki (ozdabia ona logo sieci marketów Bonus, takiej lokalnej wersji Biedronki) i z piskiem opon ruszyliśmy przed siebie drogą numer 1.
Tak wyglądało sporo dróg w Islandii w połowie maja.
niedziela, 12 lipca 2015
Islandia z kciukiem do góry (cz.1)
Nie ma drugiego takiego kraju w Europie jak Islandia. Fiordy, gejzery, gorące źródła, wodospady, wulkany, jaskinie, góry, klify oraz lodowce a do tego wieloryby, renifery i puffiny. Można dostać zawrotu głowy już od samego wymieniania atrakcji jakie oferuje ta wulkaniczna wyspa. Na nieźle już rozgrzaną wyobraźnię dodatkowo działa fakt, że 18 spośród tamtejszych wulkanów jest czynnych. W końcu nie od parady Islandia nazywana jest krainą ognia i lodu. Ile jednak można czytać relacje z innych blogów i oglądać zdjęcia przedstawiające ten wyjątkowy kawałek świata. Przyszedł najwyższy czas, aby ruszyć w drogę i wszystkie te cuda oraz inne dziwy zobaczyć na własne oczy.

piątek, 26 czerwca 2015
Podróży świat 6-ciu stóp i 4-ech łap.
Trochę nam się ostatnio blog zakurzył. Aż ciężko uwierzyć, że minęło ponad półtora roku od ostatniego wpisu, ale taka jest brutalna prawda. Nikt nas nie porwał, ani nie wystrzelono nas w kosmos. Po prostu dopadło nas małe blogowe lenistwo. Lenistwo i jeszcze kilka innych czynników, które spowodowały tak długą ciszę w eterze. Jest jednak szansa, że to się poprawi. Pojawiła się bowiem mała Gwiazdka, z tym że nie na niebie a pomiędzy nami, która zwiastuje nieuniknione zmiany. Skali tych zmian jeszcze w pełni nie jesteśmy świadomi (i chyba nigdy nie będziemy), ale na pewno szybko poczujemy ich wpływ. Ale po kolei...


Ani i Fuksa pomysły na pierwszą podróż.
poniedziałek, 18 listopada 2013
Lucky - Irlandzki Rudzielec, który skradł nasze Serca.
Minęły ponad 2 miesiące od smutnej chwili, kiedy na zawsze opuściła nas nasza mała Lucky. W międzyczasie wielokrotnie próbowałem naskrobać choć parę zdań o tym niesamowitym Rudzielcu, jednak za każdym razem brakło mi słów, które w pełni by oddały to jak wyjątkowym Psiakiem była Luckunia. Wielu z was miało okazję ją poznać, spędzić trochę czasu i osobiście przekonać się o jej wyjątkowości. Pozostali natomiast mogli spotkać ją na stronach bloga, gdzie dość często pojawiały się jej zdjęcia oraz różne historie z nią związane. Lucky była rewelacyjnym zwierzakiem i z całego serca dziękuję losowi za każdą sekundę, którą spędziła z nami. Nigdy nie zapomnę jej wesołego pyszczka oraz nastroszonych uszu, zwłaszcza gdy słyszała dźwięki ulubionej kaczkowej piosenki. Nie jestem jeszcze gotowy, żeby napisać coś więcej. Zamiast tego postanowiłem więc stworzyć krótki filmik z bardziej lub mniej rozbrykanymi zdjęciami Lucky. Wydaje mi się jednak, że taki sposób o wiele lepiej oddaje jej wyjątkowość niż jakiekolwiek słowa. Jeszcze raz - dziękujemy, że to nas wybrałaś. Nigdy Cię nie zapomnimy!
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Przystanek w Mieście Lwa
Trochę was przytrzymaliśmy w niepewności odnośnie naszej decyzji dotyczącej jachtostopu. Mam wrażenie jednak, że w większości i tak przekonani byliście, że pójdziemy za głosem serca. Otóż to, decyzja mogła być tylko jedna: jedziemy! Jacht Seawanhaka czekał na nas w Johor Bahru, malezyjskim mieście położonym tuż przy granicy z Singapurem. Lot mieliśmy rano, a na statku mieliśmy się zameldować do wieczora. Dzięki temu mieliśmy super okazję, aby spędzić niemal cały dzień w tym współczesnym mieście-państwie. I choć tak naprawdę tylko liznęliśmy tematu, to te kilka godzin pozwoliło nam poczuć wyjątkowy klimat tego niezwykle nowoczesnego kraju.


niedziela, 4 sierpnia 2013
Marzycielska Poczta z Podróży
Chyba każdy z nas lubi dostawać kolorowe pocztówki. I nie ma znaczenia czy są to kartki świąteczne, urodzinowe lub z wakacji. Wiemy, bo sami bardzo cieszymy się, kiedy znajdujemy takowe w naszej skrzynce pocztowej. Niby tylko kawałek kartki, ale jest w nim coś wyjątkowego. Równie mocno jak otrzymywać, lubimy również pocztówki wysyłać. W trakcie samej tylko Podróży w Nieznane wysłaliśmy ich pewnie coś koło setki. W przeważające części do Polski, ale także do Stanów, Niemiec czy Irlandii. Adresatów w większości stanowili członkowie naszej rodzinki oraz liczni znajomi. Aczkolwiek kilka kartek trafiło także do osób, których praktycznie nie znaliśmy. Można powiedzieć, że skojarzył nas z nimi internet. Brzmi ciekawie? Taka właśnie jest Marzycielska Poczta.

niedziela, 28 lipca 2013
Hello Mister! Do you like Indonesia?
W trakcie pobytu na Sumatrze takie pytanie z ust miejscowych padało chyba każdego dnia, a czasami po kilka razy dziennie. Z początku nie bardzo wiedzieliśmy co odpowiadać, bo nasza wiedza na temat wyspy i jej ludzi była bardzo znikoma, żeby nie powiedzieć zerowa. Wszystko przez to, że Indonezja na mapie Podróży w Nieznane pojawiła się zupełnie przypadkowo, w 4 miesiącu azjatyckich wojaży, na kilka dni przed lądowaniem w stolicy Sumatry Medan. Z każdym kolejnym dniem wśród Indonezyjczyków znajdowaliśmy jednak kolejne argumenty, na podstawie których byliśmy w stanie udzielić świadomej odpowiedzi. A więc jeszcze raz: Czy lubimy Indonezję? Tak. Baa, my ją uwielbiamy!


niedziela, 14 lipca 2013
Z żółwiami za pan brat.
"W związku z kontynuacją działań malezyjskich sił bezpieczeństwa we wschodniej części stanu Sabah oraz ustanowieniem na tym terenie tzw. Specjalnej strefy bezpieczeństwa (okolice miast oraz miasta: Lahad Datu, Tawau, Kunak i Semporna oraz wyspy leżące bezpośrednio przy wybrzeżu), Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wyjazdy w ten rejon wyspy." Ten komunikat na stronie polskiego MSZ dał nam trochę do myślenia. Zwłaszcza, że naszym kolejnym celem miała być położona na południu Borneo Semporna oraz pobliska wyspa Mabul. Zrobiliśmy jednak mały research wśród lokalsów i ci zapewniali nas, że sytuacja już się ustabilizowała i nie ma się czego obawiać. Zdawaliśmy sobie sprawę, że mogli tak mówić głównie po to, aby nie odstraszać turystów. Mimo wszystko postanowiliśmy jednak zaryzykować.


środa, 10 lipca 2013
Orangutan znaczy Człowiek Lasu.
Na Borneo przylecieliśmy w poszukiwaniu niezwykłej natury. Park Narodowy Tunku Abdul Rahman w pobliżu Kota Kinabalu był całkiem dobrym wstępem, ale ostrzyliśmy sobie zęby na trochę więcej. Przede wszystkim marzyło nam się zobaczenie orangutanów żyjących na wolności. Na całym świecie są tylko 2 miejsca, w których można spotkać te niezwykłe zwierzaki w ich środowisku naturalnym. Pierwsza lokalizacja to Indonezyjska Sumatra, a druga to właśnie Borneo. Niestety ingerencja człowieka sprawia, że z każdym rokiem ich populacja maleje. Już teraz gatunek tych małp jest poważnie zagrożony. Musieliśmy się więc śpieszyć, bo niewykluczone, że już wkrótce orangutany pozostaną tylko wspomnieniem.


DNA orangutanów w 97% pokrywa się z ludzkim.
środa, 3 lipca 2013
Borneo - chwila wytchnienia.
Podróż w Nieznane mieliśmy zaplanowaną jedynie na pierwsze 3 miesiące. Tajlandia, Birma i Nepal a potem się zobaczy. No i właśnie w Nepalu nadszedł moment, że trzeba było zdecydować co dalej. Co do jednego byliśmy zgodni - po miesiącu górskich krajobrazów przydałaby się jakaś morska odmiana. Na szczęście loty w Azji, dzięki AirAsia oraz innym tanim liniom, są w całkiem przystępnych cenach, dzięki czemu mogliśmy przebierać w ciekawych kierunkach. Bali, Java lub Lombok, a może któraś z filipińskich wysepek. Wybór był ciężki, bo chciałoby się zobaczyć wszystkie te miejsca. Nic dziwnego, że nie mogliśmy się zdecydować. Ostatecznie w wyborze pomogła nam książka, którą Aga przeczytała podczas pobytu w Pokharze. Historia o orangutanach tak ją urzekła, że postanowiła poznać lepiej te wyjątkowe zwierzaki. Tym sposobem zdecydowaliśmy się na Borneo.


Mount Kinabalu - najwyższy szczyt południowo-wschodniej Azji widziany z wyspy Mamutik.
wtorek, 25 czerwca 2013
Bisket Jatra czyli Nowy Rok w Nepalu.
Będąc jeszcze dzieciakiem zastanawiałem się czasem, najczęściej pod koniec grudnia, czy możliwe byłoby świętowanie Nowego Roku więcej niż jeden raz. Na przykład by rozpocząć noworoczną imprezę w Australii lub Nowej Zelandii, a potem szybko zmieniać strefy czasowe tak, aby jeszcze parę razy móc otworzyć szampana punktualnie o północy. Teraz wiem, że w teorii taki scenariusz jak najbardziej ma sens. W rzeczywistości jednak nie wyobrażam sobie żeby komukolwiek chciało się w ten sposób spędzać noc sylwestrową. Okazuje się jednak, że jest inny sposób na to, by Nowy Rok świętować kilkukrotnie. I to o wiele mniej zwariowany.

sobota, 15 czerwca 2013
Na spotkanie nosorożcom z Chitwan.
Gdyby jeszcze rok temu ktoś zadał mi pytanie, co ciekawego można zobaczyć w Nepalu, bez zastanawiania odpowiedziałbym że Himalaje. Po chwili dodałbym pewnie, że interesujące mogą być także lokalna kultura oraz życie ludzi i na tym skończyłbym swój wywód. Do głowy by mi nawet nie przyszło, że nepalska dżungla, o której istnieniu też dowiedziałem się dopiero niedawno, jest domem dla wielu rzadkich gatunków zwierząt. Tygrysy, słonie, krokodyle, małpy i nosorożce oraz niezliczona ilość egzotycznych ptaków - buzia sama otwiera się z zachwytu. Będąc w Nepalu nie było więc opcji, abyśmy nie skorzystali z okazji i nie ruszyli na spotkanie tak wyjątkowej gromadki.

sobota, 8 czerwca 2013
Pokhara z lotu ptaka.
Koniec treku dookoła Annapurny witałem z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony zmęczenie górską wędrówką porządnie dawało się już we znaki i trzeba było w końcu solidnie wypocząć, z drugiej jednak. naprawdę ciężko mi było rozstawać się z Himalajami. Poza tym świadomość powrotu do miejskiej dżungli niekoniecznie napawała mnie radością. Całe szczęście, że Pokhara okazała się bardzo przyjemnym miejscem, prawie niczym nie przypominającym zakopconego Katmandu. W takich warunkach śmiało mogliśmy wracać do cywilizacji.

środa, 29 maja 2013
W 16 dni dookoła Annapurny.
- Aga, dobrze się czujesz? - zapytałem dysząc ciężko niczym lokomotywa z wiersza Tuwima. Moja dzielna Pchełka wyglądała bardzo niewyraźnie. Stała przede mną zgięta w pół wsparta na kijkach i próbowała złapać oddech. Byliśmy w drodze na przełęcz Thorong La (5416m n.p.m) jakieś 200 metrów do celu. Po krótkiej chwili, już trochę zatroskany ponowiłem swoje pytanie. Aga wyciągnęła rękę i wyprostowała kciuk dając tym samym znak, że wszystko jest w porządku. Kilka sekund później, zebrawszy wystarczającą ilość energii, podniosła głowę i rzuciła w moim kierunku:
- Nienawidzę cię, że mnie tu zabrałeś!!!

- Nienawidzę cię, że mnie tu zabrałeś!!!
Thorong La Pass - 5416m
środa, 8 maja 2013
Himalaje szykujcie się. Nadchodzimy!
Jejejejeje!!! Nareszcie w Nepalu. Na przyjazd tutaj czekałem z niecierpliwością od samego początku Podróży w Nieznane. W myślach odliczałem kolejne dni do momentu, w którym w końcu ujrzę Himalaje i białe szczyty 8-tysięczników. Kraj na mojej liście wymarzonych miejsc do zobaczenia pojawił się ledwie rok temu i od razu zawitał na jej samym szczycie. Marzenie podsycałem czytając książki o tematyce górskiej (Jerzy Kukuczka, Joe Simpson czy Martyna Wojciechowska), próbując przy tym zrozumieć co motywuje ludzi do wypraw w tak niebezpieczne miejsca. Jednoznacznej odpowiedzi niestety nie znalazłem, ale mam nadzieję że pobyt u stóp najwyższych gór na Ziemi odsłoni mi rąbek owej tajemnicy.

środa, 24 kwietnia 2013
Kuala Lumpur - powrót do przyszłości.
Planując Podróż w Nieznane wizyty Malezji w ogóle nie braliśmy pod uwagę. Jednak gdy tylko nadarzyła się okazja od razu postanowiliśmy ją wykorzystać. Aby dostać się z Birmy do Nepalu mogliśmy lecieć przez Bangkok albo przez Kuala Lumpur, a że w stolicy Tajlandii byliśmy już dwukrotnie, wybór był oczywisty. I choć KL ("kej el", tak na swoją stolicę mówią Malezyjczycy) to tylko namiastka Malezji, pobyt tutaj był niezłą okazją, aby choć trochę poznać ten kraj i jego ludzi.

wtorek, 16 kwietnia 2013
Yangon, czyli birmańskie ostatki.
Na plaży w Chaung Tha byczyliśmy się całe 4 dni, po czym stwierdziliśmy że odpoczęliśmy już chyba wystarczająco i możemy ruszać w dalszą drogę. Ostatnim przystankiem birmańskiej objazdówki było Yangon. Po 2 dwóch tygodniach w Birmie, jej stolicę wyobrażaliśmy sobie jako kumulację hałasu, smogu, kurzu oraz śmieci, czyli wszystkiego co nam dotychczas uprzykrzało życie. Tymczasem okazało się, że miasto jest o wiele bardziej "cywilizowane" od widzianych przez nas miejsc. Niemniej do europejskich standardów nadal mu jednak daleko, ale wydaje mi się, że w tym przypadku to akurat atut.

czwartek, 11 kwietnia 2013
W stronę birmańskich plaż.
Podróżowanie po Azji może być relatywnie łatwe, lekkie i przyjemne. Może jednak dostarczać również skrajnie negatywnych emocji. Wiele zależy czym i gdzie będziemy się przemieszczać. Po 5 dniach obcowania z naturą nad jeziorem Inle postanowiliśmy skoczyć na birmańską plażę, aby się trochę pobyczyć i podładować akumulatory na dalsze wojaże (tak, wbrew pozorom, dłuższe podróżowanie może być męczące). I właśnie ten skok na zachodnie wybrzeże Birmy był dla nas ekstremalnym doświadczeniem, które nawet gdybyśmy nie chcieli i tak zapamiętamy do końca życia.

Subskrybuj:
Posty (Atom)
WSZYSTKO CO CHCIELIBYŚCIE ZNALEŹĆ NA BLOGU - KATEGORIE
alaska
(5)
birma
(5)
Borneo
(3)
ciekawostki
(10)
dania
(1)
donegal
(1)
drużyna L
(1)
festiwale
(8)
floryda
(2)
geocaching
(3)
góry
(3)
hiszpania
(4)
indonezja
(1)
islandia
(2)
kanada
(43)
konkurs
(1)
kopenhaga
(1)
kultura
(1)
malezja
(4)
maraton
(3)
marzycielska poczta
(1)
meksyk
(4)
muzyka
(5)
nba
(3)
nepal
(5)
niemcy
(1)
podróż marzeń
(29)
podróż w nieznane
(28)
podróże
(55)
polska
(6)
porady
(2)
road trip
(1)
rodzinka
(11)
singapur
(1)
sport
(16)
sumatra
(1)
tajlandia
(6)
triathlon
(3)
usa
(26)
włochy
(3)
zachodnia irlandia
(5)
zielona wyspa
(22)
zwierzaki
(5)
życie
(39)