poniedziałek, 15 listopada 2010

Global Village Backpackers

Minął prawie miesiąc, a my jeszcze nie pochwaliliśmy się jak i gdzie mieszkamy. Co niektórzy wiedzą już, że mamy przytulny pokoik w Hostelu położonym w samym sercu Toronto. Znaczy to mniej więcej tyle, że mamy wszędzie niedaleko: do Yonge (głównej ulicy miasta), do jeziora Ontario, do Chinatown (dzielnicy, w której bardzo często robimy zakupy), do Skydome (stadionu futbolistów Argonauts i bejsbolistów Blue Jays) oraz Air Canada Centre (czyli hali Toronto Raptors i Maple Leafes), a także biblioteki, metra i LCBO - lokalnego sklepu monopolowego. W okolicy znajdują się również 3 parki miejskie (niestety niezbyt duże), gdzie ruda Lucky namiętnie zajmuje się swoją nową pasją - ganianiem za wiewiórkami. Kotów, które były pierwszą "miłością" naszego pieska, w Toronto praktycznie nie ma.


czwartek, 11 listopada 2010

A to Kanada właśnie

Dzisiaj mijają 3 tygodnie od dnia, w którym zawitaliśmy w Kanadzie. Po tych kilkunastu dniach spędzonych w Toronto, możemy już podzielić się pierwszymi spostrzeżeniami, które zapadły w naszej pamięci.

Na początek telefonia komórkowa. Wyobraźcie sobie, że cofacie się w czasie o jakieś 10 lat. W ofertach operatorów widnieją takie promocje jak naliczanie minutowe, identyfikacja rozmówcy czy 100 "darmowych" minut po 17 i w weekendy. To właśnie czeka na was w Kanadzie. Ale to nie wszystko, bo w sprzedaży są jeszcze takie rarytasy jak opłaty za połączenia i sms-y przychodzące. Nam też było ciężko w to uwierzyć. Poza tym musicie być przygotowani na to, że wasze telefony nie będą działać z tutejszymi kartami, gdyż operatorzy działają na innych pasmach (w Europie mamy GSM, a w Ameryce Północnej między innymi AWS). Jest jednak szansa, że wśród tych wszystkich super ofert uda wam się wyszperać jakiegoś rodzynka. Nam się udało u WINDa.


środa, 27 października 2010

Hej hej tu NBA!

Właśnie wróciliśmy z meczu NBA, pomiędzy lokalnymi Raptors i Knicksami z Nowego Jorku. Atmosfera podczas meczu była taka, że nawet teraz 2 godziny po końcowej syrenie jesteśmy na maksa podekscytowani. Najprościej mówiąc było to dla naszej trójki najlepsze show sportowe w jakim kiedykolwiek mieliśmy okazję uczestniczyć (a widzieliśmy już m.in. mecze piłkarskiej ligi mistrzów, premiership i primera division, koszykarskie euroligii czy mistrzostwa świata w pływaniu).


czwartek, 21 października 2010

Ze Słupska do Toronto




No i zaczęła się nasza kanadyjska przygoda. 20 października okoły godziny 19, żegnani przez rodzinę i znajomych, spod słupskiego ratusza wyruszyliśmy w podróż za ocean. Pierwsze 1000 kilometrów do Frankfurtu pokonaliśmy autobusem i po około 13 godzinach wylądowaliśmy na dworcu kolejowym w centrum miasta. Kolejny etap to przejażdżka pociągiem na położone niedaleko lotnisko. Następnie, korzystając z kolejki "skyline", kursującej pomiędzy terminalami dotarliśmy na miejsce naszej odprawy lotniczej. Bez żadnych problemów nadaliśmy bagaże oraz przesyłkę specjalną, czyli naszego pieska. Trzeba przyznać, że Lucky podczas całej podróży bardzo dzielnie znosiła wszystkie niedogodności.

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Slieve Donard

Kolejny weekend kolejna górka. Razem ze znajomymi (tj. Szwedzikami, Dominiką i Łukaszem z Kamilą) postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt Irlandii Północnej, czyli Slieve Donard o wysokości 852m n.p.m. Góra położona jest w południowej części prowincji Ulster w hrabstwie Down, tuż u wybrzeży morza Irlandzkiego (wspinaczka rozpoczyna się praktycznie z poziomu 0 metrów). U jej podnóża usytuowane jest Newcastle, niewielkie rybackie miasteczko z którego rozpoczęliśmy naszą wycieczkę. Wybraliśmy najbardziej popularną trasę, która składała się z dwóch zgoła odmiennych części. Pierwszej, niezbyt trudnej, wiodącej poprzez urokliwy las wzdłuż górskiego potoku z licznymi wodospadami. Oraz drugiej, skalnej drogi o dość stromym podejściu, w trakcie której wszyscy uczestnicy wyprawy w milczeniu wypatrywali upragnionego szczytu. Zapierające dech w piersiach widoki roztaczające się ze Slieve Donard na morze, rozległe niziny obu Irlandii oraz pozostałe szczyty gór Mourne w pełni wynagrodziły nam trudy wspinaczki. Poniżej kilka zdjęć z naszego wypadu.


WSZYSTKO CO CHCIELIBYŚCIE ZNALEŹĆ NA BLOGU - KATEGORIE